Remonty w podnajmie [4]


Zaczynamy remont

 

O podnajmie powiedziano i napisano już bardzo dużo. Jeśli tylko się chce, można w internecie znaleźć sporą dawkę teoretycznej wiedzy. Można też pojechać na szkolenie i dowiedzieć się krok po kroku co robić, czego nie robić, zadać konkretne pytania i uzyskać konkretne odpowiedzi.  Źródeł jest sporo i w każdym z nich da się znaleźć przydatną wiedzę. Jednak to co robi prawdziwą różnicę, to jest praktyka.

Nie da się przewidzieć wszystkiego, nie działając. Nie da się zadać wszystkich pytań, nie przechodząc fizycznie przez cały proces. Dlatego tak ważne jest, żeby zacząć. Banałem jest stwierdzenie, że uczyć się trzeba na własnych błędach, ale nie da się zaprzeczyć, że taka nauka jest najbardziej efektywna.

Jak wspominałem w poprzednim wpisie, rozpoczęliśmy przygodę z remontowaniem mieszkania. Dla wielu może to brzmieć jak nic specjalnego, w końcu to tylko remont. Dla nas był to jednak następny krok i zbieranie kolejnych doświadczeń.

Szykując się do tego kroku zrobiliśmy rozeznanie na Wrocławskim rynku i wybraliśmy dwie firmy, którym zaproponowaliśmy współpracę. W ciemno, zupełnie w ciemno, bazując jedynie na odczuciach po spotkaniu kierując się banalnymi kryteriami:

  • czy sprawiają wrażenie normalnych ludzi 🙂
  • czy potrafią wykonywać to, czego my będziemy potrzebować
  • czy mają odpowiedni ( cokolwiek to znaczy) zespół fachowców
  • czy mają terminy

Reszta miała wyjść w trakcie pierwszego wspólnego projektu.

 

 

 

 

Pierwsza okazja na wspólny remont

 

Mieszkanie przy ul. Nowowiejskiej było pod wieloma względami idealne. Świetna lokalizacja, spory potencjał ( 3 pokoje z perspektywą na 5) względnie niska kwota odstępnego, 5-letnia umowa i współpracujący właściciel. Do tego stan techniczny łazienki oraz kuchnia, której w zasadzie nie było- idealnie wpasowywały się w plan weryfikacji budowlańców 🙂

Pierwsza koncepcja, to wrzucić ekipę Romana ( osoba kontaktowa/szef jednej z wybranych firm) na głęboką wodę i przetestować całe spektrum jej możliwości. Elektryka, hydraulika, cała łazienka od nowa, kuchnia i podział pokoi. Po takiej akcji wiedzielibyśmy w zasadzie wszystko jeśli chodzi o możliwość dalszej współpracy.

Po głębszych analizach zdecydowaliśmy się trochę odpuścić. Czas gonił, mieliśmy niecały tydzień do końca września, a także całkowity koszt był dość spory. Chłodna głowa zwyciężyła- nie dzielimy pokoi ( przynajmniej w tym sezonie) i minimalizujemy zakres prac i koszty inwestycji. W efekcie Roman dostał od nas do zrobienia łazienkę, drobne przeróbki hydrauliczne pozwalające na stworzenie kuchni, a także kilka tematów elektrycznych.

 

 

Jako, że za łazienkę zgodził się zapłacić właściciel, nasze koszty remontowe zapowiadały się stosunkowo nisko. Doliczyliśmy oczywiście standardowe wydatki na IKEA, szafki do kuchni z BRW, tapczany oraz inne dodatki i zapadła decyzja- do roboty!

 

Trudne początki

 

Bez polisy OC niech oni nawet nie biorą młotka do ręki

Ustalanie zakresu prac i kwot za poszczególne jego elementy trwało 3 dni. Samo podpisywanie umowy zajęło kolejne 4. Już na początek pojawiły się pewne drobne komplikacje, które z takim samym prawdopodobieństwem mogły zostać zażegnane w 3 minuty, jak i pogrzebać całą współpracę ( np. aktualna polisa OC wykonawcy, czy taki mały szczegół, jak zarejestrowana działalność gospodarcza 🙂 ) Finalnie, szczęśliwie podpisaliśmy dokumenty 25 września. Zakończenie prac- max. 1 października ( niedziela). Tak zwane WYZWANIE 🙂

W pierwszy dzień weszła profesjonalna ekipa od wrzucenia granatu do łazienki. Muszę przyznać, że szło im całkiem nieźle. Dla wydłużenia efektywnego czasu pracy i przyspieszenia postępów, szef ekipy poprosił nas o możliwość nocowania pracowników w mieszkaniu. Nie widzieliśmy w tym nic złego, tym bardziej, że tak samo jak jemu, a może nawet bardziej, zależało nam na czasie.

 

 

 

Zdziwiłem się jednak dość mocno, gdy podczas rozmowy z jednym z pracowników dowiedziałem się, że „fajnie, że możemy tu zostać i nie musimy na noc wracać do noclegowni”. Hmmm…

Kolejna konsternacja pojawiła się w niedzielę, gdy przyjechaliśmy z Olkiem o 8 rano do mieszkania w celu: a) odebrania prac zgodnie z umową, b) popracowania z meblami z IKEA. Już na wejściu dostaliśmy w twarz niesamowitym smrodem- coś a la zgniłe jajka, a następnie jeszcze bardziej nieprzyjemnym bałaganem. Łazienka wyglądała tak, jakby jej remont miał się skończyć za tydzień, a kuchnia…hm, za kilka dni.

 

 

Opanowaliśmy nerwy i z zatkanymi nosami ruszyliśmy w kierunku okien, żeby zrobić przeciąg. Po otwarciu ostatnich drzwi od największego pokoju zastaliśmy sytuację, która do dziś śni mi się po nocach :). Gdyby tylko wtedy przyszło nam do głowy, żeby zrobić zdjęcie… poniższe wersy nie byłyby potrzebne. Niestety musicie się zdać na własną wyobraźnię. Otóż…

Na wersalce, pod kocykiem leży koło siebie dwóch panów ( w wieku ok 50-60 lat), jeden czyta gazetę, drugi patrzy przed siebie. Olek twierdzi, że byli przytuleni, ale ja tego nie widziałem, dlatego nie będę Wam o tym pisał :). W pokoju włączony grzejnik elektryczny, jakieś 30 stopni i przyjemny smrodek. Po chwili zmieszania Olek wykazał się zimną krwią i zapytał:

  • Panowie dzisiaj nie pracujecie?
  • Nie, dzisiaj odpoczywamy- powiedział ten z gazetą i wrócił do lektury.
  • [… krępująca cisza…]
  • Ok, to ogarnijcie się panowie, bo my tu zamierzamy pracować.

 

 

Efektywna niedziela

 

Następnie sprawy potoczyły się bardzo szybko. Telefon do Romana, panowie posprzątali jajka i opuścili lokal, wpadło dwóch Ukraińców i zabrali się za łazienkę, przyjechał człowiek z BRW dokończyć kuchnię, a my złożyliśmy kilkadziesiąt szaf, szafek, półek, szuflad i innych białych szwedzkich mebli. W międzyczasie przyszedł sąsiad przypomnieć nam, że „…jest ku…a niedziela, a on na 19 idzie do pracy!!!”

Po 22 w niedzielę mogliśmy powiedzieć, że jesteśmy blisko, a to był bardzo dobry dzień. Studenci, którzy mieli już tej nocy zostać w jednym z pokoi, zostali odesłani do hostelu ( na koszt Romana ) z informacją, żeby wrócili w czwartek, bo wtedy mieszkanie będzie gotowe. I będą łóżka, które niestety nic nie robiły sobie z faktu, że kończy się wrzesień i warto by było już być 🙂

Kluczowym elementem nadchodzących dni miał być hydraulik. To on podjął się wyzwania wymiany zaworu wodnego w pionie, który to zawór był w fatalnym stanie. Jego wymiana wymagała też zakręcenia wody wszystkim mieszkańcom klatki schodowej. Dla nas oznaczało to mieć wodę w mieszkaniu albo nie mieć.

Ten sam hydraulik miał zamontować specjalny młynek z pompą, dzięki czemu mogliśmy zainstalować WC w miejscu, gdzie nie ma do tego odpowiednich warunków w postaci rury kanalizacyjnej. Obie operacje zakończyły się sukcesem. Woda pojawiła się w mieszkaniu, a Ukraińcy mogli dokończyć biały montaż. Przy okazji skorzystali z tej wody i zalali sąsiadów na dole zapominając na noc zakręcić zaworki przy, nie do końca wykonanej, instalacji umywalki. Tu przydało się hasło, które usłyszeliśmy przed remontem od doświadczonego inwestora:

„Bez polisy OC niech oni nawet nie biorą u Was w mieszkaniu młotka do ręki”

 

 

Podsumowując

 

Cały remont trwał 10 dni. Mieszkanie w tym czasie dostało nową łazienkę, kuchnię, dodatkowe WC i zostało pomalowane na biało. Dodatkowo pokoje zyskały nowe wyposażenie i stały się łakomym kąskiem dla Wrocławskich studentów. My, wspólnie z Olkiem spędziliśmy tam jeden pełny dzień weekendowy i dwa popołudnia ( od 15 do 22).

W sumie 28 godzin fizycznej pracy. W tym czasie wkręciliśmy 550 szwedzkich śrubek, wnieśliśmy na 3 piętro cztery coraz cięższe tapczany, po 17 razy zeszliśmy na dół do kontenera, zjedliśmy 6 sztuk pizzy z Telepizza i 48 razy przestawiliśmy sztuczne kwiatki z IKEA w celu zrobienia ładniejszych zdjęć 🙂

Czy było warto? Mieszkanie jest już zasiedlone. Będzie nam przynosić miesięcznie 3970 zł przychodu. Czynsz dla właściciela to 1800zł, a rachunki ok 650. Czy znasz kogoś kto nie chciałby dla 1520zł miesięcznie popracować 28 godzin w roku?

Tak właśnie działa MULTIBED

 

 

Kolejne mieszkanie, o którym wspominałem w poprzednim artykule jest już „nasze”. Podpisaliśmy umowę i zaczynamy remont… z Romanem i jego profesjonalną ekipą z noclegowni :). Sprawdził się w końcu, co nie?

 

Dziękuję wszystkim, którzy czytają, komentują i przesyłają informacje zwrotne. Ilość pozytywnych feedbacków ( sorry, ciągle jestem corpo-ludkiem) bardzo miło mnie zaskakuje, a tym samym motywuje do ciężkiej pracy całą ekipę MULTIBED, prawda, Olek?

 

Tomek

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 komentarzy
  • Olek
    O godzinie 06:02h, 10 października Odpowiedz

    Tomku, mnie do ciężkiej pracy to nie motywuje 🙂 Fakt, że mieliśmy przy tym dużo sportu. Za to do mądrej, bazującej na wyciąganiu wniosków i niepowtarzaniu błędów – to już zdecydowanie. Pierwszy test ekipy za nami. Będą kolejne. Pojawiły się dziesiątki komplikacji, o części których piszesz powyżej. A ja pytam: i co z tego? Jesteśmy bogatsi i zdecydowanie nie tylko o doświadczenie. Ciągła nauka …

  • magda
    O godzinie 13:07h, 13 października Odpowiedz

    Super sie to czyta Tomek,! naprawde mozna wiele sie z Waszych wpisow nauczyc.:) czekam na kolejne:)

    • Tomek
      O godzinie 15:57h, 15 października Odpowiedz

      Dzięki Magda 🙂

  • Chris
    O godzinie 16:48h, 30 października Odpowiedz

    Ciekawie to wszystko wyszlo, a mam pytanie techniczne, jak w tym mieszkaniu jest z ogrzewaniem?

    • Tomek
      O godzinie 22:18h, 30 października Odpowiedz

      Cześć,

      Są 2 duże stare piece przerobione na elektryczne. One ogrzewają dwa pokoje, w trzecim, najmniejszym pokoju jest dodatkowy grzejnik elektryczny.
      Piece sterowane automatycznie, włączają się na drugiej taryfie. Koszty ogrzewania poznamy po sezonie zimowym 🙂 ale mamy dane historyczne i nie są przerażajace.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER
Bądź na bieżąco z tym, co warto przeczytać w tematyce finansów osobistych. Obiecuję, że nie otrzymasz ode mnie żadnego SPAMu!