Polisolokata- do sądu po pieniądze


Nie wszyscy grają fair

 

Czy zdarzyło Ci się kiedyś uczestniczyć w jakimś sporze, który skończył się w sądzie, albo się o niego otarł? Pewien, dość duży, odsetek zwykłych „zjadaczy chleba” nigdy w sądzie nie był. Spora część społeczeństwa nigdy też do sądu nie trafi, a adwokatów, obrońców i mecenasów pozna jedynie z seriali na TVN-ie czy Polsacie.

Mnie osobiście długo wydawało się, że wystarczy być uczciwym, żyć w zgodzie z ogólnie przyjętymi zasadami i można sobie nie zawracać głowy wymiarem sprawiedliwości. Niestety nie do końca tak jest.

Często mówi się: „nie myli się tylko ten, który nic nie robi”. Można z tym zdaniem dyskutować, ale myślę, że dla większości z nas jest ono zrozumiałe. Jeśli jesteś w coś mocno zaangażowany, podejmujesz działania, próby, ryzyka, to prawdopodobieństwo, że się pomylisz, jest znacznie większe niż, gdybyś cały dzień spędził w łóżku, oglądając seriale. To jest fakt.polisolokata

Podobnie, według mnie jest w tematach dotyczących sporów, konfliktów ocierających się o wymiar sprawiedliwości. Gdy pracujesz ze sporą ilością obcych ludzi, działasz na trudnym, konkurencyjnym rynku, a do tego w grę wchodzą finanse, to w końcu trafisz na kogoś, kto nie jest do końca uczciwy. Wówczas zwrócenie się o pomoc prawną jest niekiedy koniecznością. Gdybyś został w domu albo zadowolił się spokojną pracą na etacie, w urzędzie- prawdopodobnie by Cię to ominęło.

 

Dwa przykłady z życia

 

Zdecydowałem się na taki wpis w związku z moimi ostatnimi doświadczeniami. Oba były bardzo stresujące i oba dotyczyły pieniędzy. W końcu na tym blogu piszemy i czytamy o finansach 🙂 . Dziś opiszę jedną historię, następna wkrótce.

Przedwczoraj byłem w Sądzie w Warszawie. Trafiłem tam jako świadek w swojej sprawie, którą wytoczyłem (a raczej w moim imieniu wytoczyła kancelaria prawna) 18 miesięcy temu, pewnemu towarzystwu ubezpieczeniowemu. Wiedziałem o terminie rozprawy od dwóch miesięcy i w żaden sposób się do niej nie przygotowywałem. Bo niby po co?  Przecież to nie ja jestem oskarżony. Jaki to był błąd, wiedzą tylko osoby, które przez podobny proces przechodziły. Głowa potrafi płatać różne figle 🙂

Przedwczoraj też (zbieg okoliczności) zakończyła się inna sprawa dotycząca finansowego sporu z moim udziałem. Co prawda nie było spotkania w sądzie, ale Sąd Rejonowy w Poznaniu miał duży udział w zakończeniu tej historii. Na ten temat powstanie osobny artykuł.

Zanim przejdę do szczegółów, przedstawię swoją pierwszą dzisiaj konkluzję: Nie trzeba być prawnikiem, żeby chodzić do sądu, a samo życie w zgodzie z zasadami współżycia społecznego nie chroni nas przed trudnymi tematami.

 

Polisolokata do kredytu

 

Słowo „polisolokata” jest już w Polsce dość popularne, a to za sprawą wyroków UOKiK z 2016 r. dotyczących nielegalnych praktyk towarzystw ubezpieczeniowych w kontekście wysokich opłat likwidacyjnych. W dużym skrócie: przyglądnięto się szczegółowo produktom ubezpieczeniowo- oszczędnościowym, bardzo chętnie sprzedawanym przez doradców w latach 2006-2013. Produkty te, reklamowane jako ubezpieczenie na życie z UFK (ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym), dające gwarancję kapitału, okazywały się w praktyce pułapką, z której ciężko się wydostać, nie tracąc przy tym sporego procenta zainwestowanej gotówki.

Co ciekawe, te produkty były tak popularne, że w zasadzie napędzały sprzedaż bankom i firmom ubezpieczeniowym, pomimo iż szansa, na rzeczywisty zarobek była mizerna od samego początku. Tyle teorii, dużo więcej na ten temat można znaleźć w sieci.

Ja osobiście stałem się jednym ze szczęśliwców, którzy taki produkt dostali jako „dodatek” do kredytu hipotecznego w 2011 r. Myślę, że nie tylko ja, co?

Długo zajęło mi, żeby się zorientować, że obietnica niższej marży dzięki dodatkowemu produktowi to „bujda na resorach”. Jeszcze dłużej, bo aż 5 lat potrzebowałem, żeby przeliczyć rzeczywiste straty, które generuję dla siebie w każdym kolejnym miesiącu opłacania składek. Nie bez znaczenia była tu lektura finansowej biblii od Michała Szafrańskiego, a także użycie pewnego skomplikowanego urządzenia, jakim jest kalkulator.

 

Czas podjąć działania

 

Po 5 latach posiadania produktu wartość mojego rachunku wynosiła ok. 11 tys. zł. Suma wpłaconych składek to 25 tys. Nie trzeba być geniuszem, żeby nagle poczuć motywację do pozbycia się takiej inwestycji. W 2016 r. trafiłem na akcję: Przywiązani do Polisy.

polisolokata

Z zaciekawieniem zapoznałem się z treścią potencjalnych rozwiązań, przyrównałem swoją sytuację z polisą do prezentowanych na stronie i zacząłem działać. Trzeba przyznać, że akcja prowadzona jest bardzo profesjonalnie i na wszelkie moje zapytania regularnie otrzymywałem bardzo rzeczowe i pomocne odpowiedzi.

Finalnie, zgodnie z przewidywaniami moja polisa została zamknięta z opłatą likwidacyjną równą 50% aktualnego salda. Na to właśnie czekaliśmy i po rozliczeniu rachunku złożyliśmy pozew do sądu. Kancelaria polecona przez Przywiązanych do Polisy ma 100% skuteczność w odzyskiwaniu nielegalnych opłat likwidacyjnych, więc ryzyko było niewielkie. W moim przypadku ilość błędów przy „wciskaniu” mi produktu była tak duża, że złożony pozew dotyczył zwrotu całości zainwestowanego kapitału. Przewidywany czas zakończenia sprawy ~ 1,5 roku.

Czyli jeszcze raz:


  1. Wpłaciłem 25 tys. PLN
  2. Po 5 latach na rachunku zostało mi 11 tys.
  3. Po rozwiązaniu umowy odzyskałem 5,5 tys.
  4. Kwota roszczenia wynosi zatem ok 20 tys zł.

 

Rozprawa

 

19.04.2018 r. odbyła się rozprawa, na którą zostałem zaproszony jako świadek w swojej sprawie. Wycieczka do Warszawy nie była mi po drodze, ale czego się nie robi dla odzyskania swoich pieniędzy :).

Przygotowałem się na tyle, na ile mogłem, czytając dzień wcześniej korespondencję mailową sprzed 7 lat pomiędzy mną a doradcą kredytowym. Pojechałem na luzie, zaparkowałem przed sądem, wszedłem do gmachu i… zaczęło się. Spotkanie ze strażnikiem- połóż torbę, przejdź przez bramkę, ściągnij pasek, nie ściągaj, po co pan ściąga, czemu pan nie słucha? Normalnie gorzej niż na lotnisku.

Poczułem się bardzo nieswojo, zdecydowanie nie byłem u siebie. Do planowanej godziny rozprawy zostało 45 minut, ale ja kompletnie nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Widzę jakieś okienko z numerkami, naciskam przycisk, odbieram numerek, podchodzę do pani z informacji, ta patrzy na mnie i pyta- „a był pan przed salą, czytał pan, co jest na wokandzie?” Dżizas… to będzie ciekawy dzień…

 

Napięcie rośnie

 

Znalazłem „swoją” salę posługując się zdjęciem wrzuconym do Nozbe tuż po otrzymaniu wezwania. Sala 135, widzę, czytam- nie ma… Czytam dalej, przeglądam z góry na dół- widzę moje nazwisko, ale inne imię. Sprawa przeciwko temu samemu towarzystwu ubezpieczeniowemu, ale wytoczona przez Sebastiana, a nie Tomasza, a na dodatek nie o 11:30 tylko o 11:00. Hm… pomylili się?

Jest 10:57, rozprawa Sebastiana zaczyna się za 3 minuty, czekać, czy biec z powrotem do informacji? Nie wiem, zrobiło mi się gorąco, a miałem jeszcze 30 minut i planowałem poukładać myśli w spokoju. Cóż, łatwo nie będzie- biegnę do informacji -> kolejka. Przed 11:00 nie zdążę, trudno, wracam na górę. 11:10 pod salą 135 nic się nie dzieje. Wracam na informację i dowiaduję się, że moja sprawa jest o 11:30 w sali 101. 🙂

O pozbieraniu myśli nie było już mowy, o przypomnieniu sobie szczegółów zawarcia umowy, tym bardziej. A co jeśli mnie zapytają o coś, a ja nie będę pamiętał? Co, jeśli nie będę pamiętał większej ilości faktów? Przyznać się, czy wymyślać na siłę? A co jeśli będą inni świadkowie? A jak adwokat drugiej strony będzie mnie nękał pytaniami, próbując mi udowodnić, że nie mam racji, tylko chcę wyłudzić od nich pieniądze…?

Nie miałem okazji zobaczyć się w lustrze, ale mam wrażenie, że zewnątrz wyglądałem bardziej jak oskarżony niż jak powód :). A to miała być zwykła formalność.

 

Przesłuchanie czas zacząć

 

Swoją panią adwokat poznałem 5 minut przed wejściem na salę. Wymieniliśmy kilka zdań, porozmawialiśmy o tym, czego mam się spodziewać, uspokoiła mnie swoją pewnością siebie, a mi… wcale nie zrobiło się lepiej. Ja już po prostu chciałem mieć to za sobą.

W końcu okazało się, że nie wszyscy, którzy mieli być, dotarli, sala była rezerwowa i bez możliwości nagrywania, na 11:30 w tej samej sali, u tego samego sędziego, na wokandzie były dwie różne sprawy… Wszystko zmierzało do jedynego słusznego rozwiązania- odroczenie :). Z szacunku do mojego pokonanego kilometrażu, postanowiono jedynie przesłuchać mnie.

Szczegółów nie opiszę, nie wiem nawet, czy mi wolno, ale też nic spektakularnego się nie wydarzyło. Opisałem proces przystąpienia do polisy, odpowiedziałem na kilka dodatkowych pytań (na niektóre nawet po prostu: „nie pamiętam”) i dowiedziałem się, że dalsze czynności będą miały miejsce może w sierpniu, jeśli wszystkim będzie pasować…

Nie ma happy end’u zatem, ale kusi mnie, żeby dodać tu słowo „jeszcze”. Niestety na odzyskanie swoich pieniędzy poczekam jeszcze kilka miesięcy, chyba że w międzyczasie zgodzę się na jakąś formę ugody. Sprawa otwarta.

 

Co wynika z tej historii

 

Jakie wnioski płyną z tej treści? Jest ich co najmniej kilka:

  1. Jeśli masz polisolokatę i zastanawiasz się, czy coś z nią zrobić- TAK, koniecznie się jej pozbądź.
  2. Możesz uzyskać wsparcie na każdym etapie procesu likwidacji, wystarczy poszukać w sieci.
  3. Do sądu możesz trafić z różnych względów, w różnych sytuacjach i warto jest poszerzać swoją strefę komfortu, żeby uniknąć niespodzianek, które może wymyślić Twój mózg.  Trening czyni mistrza 🙂
  4. Czytanie o finansach powoduje, że się rozwijasz i jesteś w stanie znajdować coraz to nowe metody generowania gotówki. Jedną z nich jest zawalczenie o nią przy użyciu wymiaru sprawiedliwości.

 

Dzisiaj to tyle. W następnym artykule opiszę tu historię związaną z odzyskiwaniem swoich pieniędzy od nieuczciwego dewelopera. Zdobywanie wiedzy jak w praktyce działa klauzula 777 z aktu notarialnego, pisma do sądu, negocjacje z dłużnikiem i przygotowywanie się na kontakty z komornikiem… takie tam „trudne sprawy” 🙂

 

Tomek

 

Dzięki, że czytasz- jesteś super 🙂

 

 

Zapraszam na fanpage czytamyofinansach

 

oraz

fanpage MULTIBED

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Brak Komentarzy

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER
Bądź na bieżąco z tym, co warto przeczytać w tematyce finansów osobistych. Obiecuję, że nie otrzymasz ode mnie żadnego SPAMu!