podnajem droga do wolności

Podnajem- moja droga do wolności vol.1


Niedoczas

 

W ostatnich tygodniach/miesiącach żyję w permanentnym niedoczasie. Ilość „projektów”, które wziąłem sobie na głowę, trochę mnie przytłacza, ale póki wszystkie realizuję z radością i zaangażowaniem, nie traktuję tego jako problem. O to chyba chodzi, żeby robić w życiu to, co sprawia przyjemność, jedynym wyzwaniem jest odpowiednie gospodarowanie tymi 24 godzinami, które nieubłaganie upływają.

Wynajem pokoi, pośrednictwo (RE/MAX), etat (sic!), do tego oczywiście rodzina, bieganie, blog, czytanie książek i… moja książka o podnajmie, która powstaje sukcesywnie od kilkunastu tygodni. Co Ci powiem, to Ci powiem, ale Ci powiem… sporo 🙂podnajem moja droga do wolności

Nie o to chodzi, żeby się chwalić, tym bardziej nie chcę się żalić. Po co o tym w takim razie piszę?

Otóż od pewnego czasu zastanawiałem się, czy tempo powstawania książki nie jest przypadkiem zbyt wolne. Czy zatrzymywanie dla siebie już napisanych, pierwszych fragmentów jest dobrym pomysłem, skoro nie umiem oszacować, kiedy ujrzą one światło dzienne? Wreszcie, czy moja książka, jeśli pojawi się za 3, 6, 12 miesięcy, nie będzie już trochę zdezaktualizowana?

 

EUREKA

 

Oczywiście, nie zamartwiałem się tym tematem na co dzień, bo nie bardzo mam czas na takie aktywności, ale gdy tylko znajdowałem chwilę na napisanie kolejnych fragmentów, powracały wątpliwości. Dzisiaj, podczas wieczornej przebieżki przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Przecież treść książki może trafić do odbiorców za pomocą bloga. Bloga, który też w ostatnim czasie trochę zwolnił, a częstotliwość wpisów spadła.podnajem moja droga do wolności

Pewnie, że mam wątpliwości czy to dobry pomysł. Nie wiem, czy ktoś będzie chciał czytać książkę na raty, nie wiem też, czy ktoś zdecyduje się ją kupić, gdy będzie już gotowa, skoro „wyciekła” już wcześniej na blogu. Ale wiecie co? I don’t care! Co będzie, to będzie. „Kiedyś się bałem i nie robiłem, a dzisiaj się boję i robię” [Jacek Walkiewicz]

 

„Kiedyś się bałem i nie robiłem, a dzisiaj się boję i robię” [Jacek Walkiewicz]

 

Pierwsza część książki

 

Przedstawiam zatem poniżej pierwsze 1600 słów mojej niewydanej jeszcze książki o podnajmie. Niewydanej, niezredagowanej, nieskorygowanej itp itd. Suchy, goły tekst tak, jak go napisałem. W kolejnych tygodniach następne odcinki. Materiału na teraz wystarczy na 10 „odcinków”. W międzyczasie będą powstawały kolejne fragmenty. Cel jest taki, żeby publikacje na blogu nie dogoniły postępu prac. Mam 10 postów przewagi i planuję ją utrzymywać 🙂

Miłego czytania!podnajem moja droga do wolności


Dla kogo jest ta książka i dlaczego powinieneś ją przeczytać

 

           O wolności finansowej powiedziano i napisano już wiele. Każdy, kto tylko chciałby zgłębić ten temat, może to łatwo zrobić, wpisując odpowiednią frazę w wyszukiwarkę internetową. Książek traktujących o pasywnym zarabianiu pieniędzy również można znaleźć bez liku.

Są takie z rynku amerykańskiego, gdzie sprzedawanie marzeń o bogactwie jest na porządku dziennym, ale można też znaleźć sporą rzeszę polskich autorów, którzy mniej lub bardziej profesjonalnie realizują misję szerzenia idei gromadzenia bogactwa bez konieczności wykonywania pracy.

Trzecią metodą edukacji w tej kwestii, jest bardzo bogata oferta wszelkiego rodzaju szkoleń stacjonarnych, czy kursów on-line.

Jeśli zatem chcesz wiedzieć jak zostać milionerem, to w dzisiejszych czasach zdobycie takiej wiedzy jest banalnie proste.

Dlaczego więc nie wszyscy ludzie z Twojego otoczenia są milionerami? Dlaczego Ty sam postanowiłeś sięgnąć po tę książkę? Przecież, gdybyś miał miliony na koncie, nie interesowałbyś się podnajmem mieszkań.

Problem polega na tym, że dostęp do wiedzy to jedno, a zastosowanie jej w praktyce, to już zupełnie coś innego. Nie będę tu wspominał o jakości szkoleń, czy poziomie merytorycznym niektórych książek, bo z tym jest niestety różnie. Trzeba zatem już na samym początku zmierzyć się z dwoma podstawowymi problemami.

Pierwszy to odpowiedź na pytanie, które już zawsze będzie mi się kojarzyć z pewną kultową polską komedią: „co chcę w życiu robić?”, a drugi? Jak myślisz? Tak, dokładnie: „jak zacząć to robić”?

Z pierwszą kwestią wiążą się takie aktywności jak:

– dobór odpowiednich materiałów szkoleniowych

– wybór właściwych książek

– selekcja autorów, szkoleniowców, mentorów,

– zapisanie się do konkretnych grup, czy społeczności zarówno tych fizycznych ( wszelkiego rodzaju stowarzyszenia), jak i tych „wirtualnych”, które działają w mediach społecznościowych

To wszystko oczywiście w momencie, gdy już dokonamy wyboru swojej drogi. Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku i to wszystko, co napisałem powyżej, to właśnie jest ten pierwszy krok. Najmniejszy, bardzo ważny, może nawet najważniejszy, ale niestety bardzo malutki. To, co ma prawdziwe znaczenie, to dopiero krok kolejny, którym jest podjęcie działania.

Odpowiedź na pytanie „co robić” jest trudne, ale w porównaniu z pytaniem „jak zacząć” czy „jak to robić”, to tak naprawdę bułka z masłem.

Wiele osób czytało, słyszało bądź po prostu zna różne sposoby na zarabianie dużych pieniędzy, niewielu z nich jednak te pieniądze fizycznie zdobywa. Dlaczego?

Bo dużo łatwiej jest powiedzieć:

– nie mam czasu

– to tylko tak prosto wygląda, ale w rzeczywistości nie ma prawa się udać

– mógłbym mieć miliony, ale nie pieniądze są dla mnie najważniejsze

– „oni” zaczynali w innych czasach, teraz to już się nie da

– już niedługo zacznę działać, ale jeszcze tylko muszę przeczytać tamte trzy książki i pojechać na to szkolenie

– … dopisz tutaj swoje wymówki, założę się, że masz ich w głowie sporo, nawet jeśli nie jesteś tego w pełni świadom.

Zabranie się do działania, to jakby awans o 2-3 klasy rozgrywkowe w lidze futbolowej. To porzucenie obecnych przekonań i zakwestionowanie status quo. To powiedzenie sobie na pewnym etapie: Wiem już dużo, znam teorię, pora zacząć coś z tą wiedzą robić.

Tacy ludzie, po przekroczeniu tej magicznej granicy, są w zasadzie nie do zatrzymania. Dlaczego „w zasadzie”?

Ano dlatego, że czasami można potknąć się o własną ambicję i ignorując otoczenie, które zostało z tyłu, popełnić kosztowne błędy. Jeśli nie ma się przy sobie mentora, który pomoże w każdej, trudnej sytuacji, to warto jest mieć przynajmniej instrukcję obsługi naszego nowego biznesu. Taki kompas, który w chwili zwątpienia zawsze pokaże, gdzie jest północ i pomoże obronną ręką wyjść z labiryntu przeciwności losu.

Ta książka w założeniu ma być właśnie takim drogowskazem dla ludzi, którzy w punkcie pierwszym postawili na inwestowanie w nieruchomości na zasadzie podnajmu.

Nie jest to poradnik z cyklu „jak zostać milionerem inwestując w nieruchomości”. Nie dowiesz się tutaj, jak nic nie robić i zarabiać miliony. Co więcej, kwestionuję tu możliwość osiągnięcia „wolności finansowej” w powszechnym rozumieniu tego stanu, przy pomocy wynajmowania cudzych mieszkań.

Nie znajdziesz tu zatem magicznego przełącznika, zwanego wihajstrem, którego naciśnięcie spowoduje, że do końca życia nie będziesz pracować. Jeśli tego się spodziewałeś, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Właśnie zaoszczędziłeś kilka godzin swojego życia, możesz spokojnie zamknąć książkę i odłożyć ją na półkę, bo jej przeczytanie nie zaspokoi Twoich oczekiwań.

Jeśli natomiast chciałbyś zgłębić temat podnajmu, zrozumieć od a do z, na czym polega ten biznes, a następnie wykorzystać tę wiedzę zgodnie ze swoim pomysłem, to trafiłeś idealnie.

W kolejnych rozdziałach poznasz praktyczną, popartą przykładami wiedzę od kogoś, kto na co dzień zajmuje się tą tematyką i kto o podnajmie wie wystarczająco dużo, żeby pisać o nim książki 🙂

Czy jest w Polsce ktoś, kto wie więcej? Oczywiście! Takich ludzi są dziesiątki, jeśli nie setki i jeśli ktokolwiek z nich napisałby książkę, na pewno bym ją kupił i przeczytał. Do tej pory jednak nikt nie napisał i sam mocno nad tym ubolewałem, gdy przecierałem swoje własne szlaki, bazując na teoretycznej wiedzy szkoleniowej.

Od teraz jest już inaczej. Teraz Ty, przyszły Podnajmistrzu masz szansę nie popełnić większości błędów, które ja popełniłem. Dzięki temu być może wcześniej będziesz mógł porzucić swoje dotychczasowe zajęcie i żyć z inwestowania (nie do końca pasywnego) w nieruchomości.

 

Na czym polega podnajem

 

Pierwszy raz słowo „podnajem” usłyszałem w latach 90. podczas oglądania popularnego wówczas serialu „Drużyna A” (The A -Team). Mało z tego zrozumiałem, ale jedna rzecz zapadła mi w pamięć. Gdy jeden z bohaterów serialu powiedział do właściciela mieszkania słowo „podnajmujemy”, wywołał u niego gniew i spore zamieszanie. Oczywiście nie pamiętam dokładnie szczegółów ani też konkretnego kontekstu, ale zostało mi wówczas z tyłu głowy, że podnajem to nie jest coś, co jest w pełni legalne i jeśli się to robi, to na pewno nie wolno się tym chwalić.

Tyle historii, która w zasadzie niewiele ma wspólnego z tematem tej książki. Podnajem, o którym tu piszę, nie ma swoich korzeni w amerykańskim serialu sprzed 30 lat, a jest umiejscowiony tu i teraz w Polsce, w 2018 roku. Nie jest też w żadnym wypadku nielegalny.

Na czym polega? W wielkim skrócie jest to działalność polegająca na wynajęciu mieszkania od właściciela za pewną kwotę X, a następnie wynajęciu go dalej za kwotę wyższą X+marża. Cała sztuka polega na tym, żeby umieć zarobić na różnicy pomiędzy naszym kosztem a przychodem od finalnego najemcy.

Na pierwszy rzut oka taki model biznesowy wydaje się być nielogiczny. No bo dlaczego właściciel mieszkania miałby je nam wynająć taniej, skoro może drożej? Przecież jeśli przeciętny miesięczny czynsz za 3 pokojowe mieszkanie we Wrocławiu wynosi 2000 zł, to jakim sposobem zdobyć je taniej, a potem jeszcze wynająć dalej, drożej? Można być super negocjatorem i zrobić z tych 2 tysięcy np. 1800? No można i co z tego? Dalej będzie ciężko, żeby znaleźć kogoś, zapłaci więcej niż te rynkowe 2000, a jeśli się uda, to ile możemy zyskać, kolejne 200zł?

Przyjmując zatem, że jesteś mistrzem negocjacji, osiągasz 400zł dochodu z jednego pozyskanego i pracującego dla Ciebie mieszkania. Nie wiem, czy to dla Ciebie dużo, czy mało, ale łatwo jest obliczyć, że aby z takiej działalności osiągać wynagrodzenie na poziomie średniej krajowej (która w 2018 r. wynosi 4973 zł) trzeba pozyskać i z sukcesem „obracać” trzynastoma (13!) takimi mieszkaniami.

Jeśli nie masz szczęścia w negocjacjach, to z tych 13 równie dobrze może zrobić się 26. Wszystko po to, żeby osiągnąć „jedynie” średnią krajową… Hm. Coś tu ewidentnie nie gra.

Żeby móc cieszyć się większymi przepływami pieniężnymi, trzeba ten model delikatnie zmodyfikować. Co byś powiedział na minimum 1000 zł z każdego mieszkania co miesiąc? Da się to zrobić. Wiele osób to robi, niektórzy osiągają nawet dwu-, trzykrotnie większe dochody. 2000 na jednym mieszkaniu, to już tylko 3 mieszkania do osiągnięcia, a nawet przekroczenia średniej krajowej. Robi wrażenie?

Cała tajemnica polega na odpowiednich działaniach już po pozyskaniu mieszkania od właściciela. Ciągle ważne jest, ile wynegocjujesz na początku, bo każde 200 zł na miesiąc to 2400 zł rocznie, ale nie to jest najważniejsze. Bardziej istotne jest, aby dalej takiego mieszkania nie wynajmować w całości, tylko gospodarować pojedynczymi pokojami.

Ideę najmu na pokoje poznałem w 2016 roku na szkoleniu u Piotra Hryniewicza. Jeśli nic nie mówi Ci to nazwisko, a chcesz naprawdę zarabiać na nieruchomościach, proponuję, żebyś użył internetu i dowiedział się jak najwięcej o Seminarium Inwestowania w Nieruchomości.

Spora część mojej wiedzy teoretycznej pochodzi właśnie z tego źródła.

Wracając do naszego przykładu z 3 pokojowego mieszkania we Wrocławiu: 1800 zł czynszu dla właściciela i 3×800 zł przychodu od najemców, przy założeniu, że w każdym pokoju mieszka jedna osoba. Na wstępie, bez większego wysiłku uzyskujemy 600 zł miesięcznie na plusie.

Celowo pomijam w tych obliczeniach opłaty za media, bo one rozliczane są osobno z pieniędzy najemców- o tym później.

To jednak nie jest koniec. Zarabiać 600 zł miesięcznie na mieszkaniu, które nie jest Twoje, to nie jest zły wynik, ale można zrobić coś więcej. Jeśli w mieszkaniu jest choć jeden duży pokój i korzystny układ okien, to zawsze można stosunkowo tanim kosztem, podzielić go na pół i uzyskać dodatkowe pomieszczenie.

Jak wówczas zmienia się nasz przychód? Znacząco, bo zamiast 3*800, możemy uzyskać 4*800. To już daje 3200 przy kosztach równych 1800, czyli 1400 zł „do przodu”.

To nie są wszystkie możliwości… W zależności od rozkładu mieszkania czasami można zrobić jeszcze jeden pokój i jeśli tylko utrzymamy odpowiednio nisko czynsz dla właściciela, to dochód może być naprawdę imponujący. Więcej o tym przeczytasz w rozdziale dotyczącym przystosowania mieszkania.

Podnajem jest bardzo dobrą alternatywą do wynajmu własnych mieszkań czy pokoi. Jest, a raczej robi się, dość popularny z uwagi na niższy próg wejścia niż w przypadku zakupu własnej nieruchomości.

Dodatkowo jest to świetne rozwiązanie dla początkujących inwestorów. Zamiast od razu rzucać się na duże wydatki, można najpierw spróbować, czy rzeczywiście chcemy się tym zajmować, a także zdobyć bezcenne doświadczenie.

DLACZEGO TO MIAŁOBY SIĘ UDAĆ? … już w następnym wpisie.

 

Dzięki, że czytasz- jesteś SUPER! 🙂

 

 

Zapraszam na fanpage czytamyofinansach

 

A może chcesz kupić ode mnie mieszkanie? Mam dla Ciebie ciekawe oferty.

Zajrzyj: RE/MAX Grand TM

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1Komentarz
  • Andrzej
    O godzinie 10:10h, 12 września Odpowiedz

    Brawo Tomek! Nie tylko jestes 100% zajety biznesem plus etatem plus ksiązką, ale jeszcze masz czas kontynuować tego bloga! Tak trzymaj to co robisz jest bardzo dobre!!!

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER
Bądź na bieżąco z tym, co warto przeczytać w tematyce finansów osobistych. Obiecuję, że nie otrzymasz ode mnie żadnego SPAMu!