FreshMail.pl

„Jak zadbać o własne finanse”, część druga


W poniższym wpisie dowiesz się, czego nauczyłem się czytając książkę o finansach Marcina Iwucia- „Jak zadbać o własne finanse”.  Zachęcam Cię także do przeczytania recenzji mojego autorstwa, którą zajdziesz również na tym blogu.

Czego się nauczyłem

 

Książkę tę przeczytałem w momencie, gdy moja finansowa samoświadomość była/jest już na dość wysokim poziomie. Ciągle jeszcze wiele nauki przede mną, ale mogę uczciwie powiedzieć, że absolutne podstawy są już w mojej głowie dość głęboko zakorzenione. Nie popełniam podstawowych błędów, wystrzegam się nieprzemyślanych decyzji, dość drobiazgowo planuję kolejne kroki.

Nie zdziwiłem się zatem, że tak popularna i wysoko oceniana książka nie spowodowała w mojej głowie rewolucji. Są jednak minimum dwa powody, dla których warto jest coś więcej o niej napisać oraz, dla których warto jest ją polecać:

  • robić coś w określony sposób to jedno, ale dowiedzieć się, że inni robią podobnie – to coś zupełnie innego, co dodatkowo wzmacnia motywację i poczucie sensu obranej drogi. Niekiedy niuanse powodują, że rezultaty mogą być o wiele lepsze. Ja takich niuansów odkryłem sporo, dzięki temu skorygowałem swój kurs.
  • czytając tę książkę o finansach, co jakiś czas uśmiechałem się na myśl o tym, komu i w odniesieniu do jakiej sytuacji, będę mógł ją polecić. Niełatwo jest przekonać innych do swojego punktu widzenia, nawet jeśli mamy dobre intencje i chcemy komuś pomóc. „Jak zadbać o własne finanse” pomaga rozwiązać ten problem, bo dotyka tematu w naprawdę prosty i przejrzysty sposób. Wystarczy zatem kupić lub pożyczyć książkę osobie, na której Ci zależy.

 

czytamy o finansach

Skuteczny plan wg Marcina Iwucia.

Klasyczny scenariusz

 

W mojej recenzji zacytowałem dość długi fragment opisujący finansowy scenariusz przeciętnego Polaka. Warto się z nim zapoznać, bo naprawdę otwiera oczy. Poszczególne „szczeble życia” powodujące coraz to większe wydatki, zdają się być czymś naturalnym. Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś po lekturze tego fragmentu stwierdził: „Co w tym złego? Skoro więcej zarabiam, to na więcej mnie stać i więcej wydaję”.

Tak niestety jest skonstruowany nasz system edukacji, tak wygląda nasza finansowa kultura i tak żyje większość z nas. Jak celnie zauważył Jarosław Tuczko w podcaście Marcina Iwucia- „Myślisz jak biedny czy jak bogaty? Jak osiągnąć finansową wolność do 40-tki?” taki scenariusz sprawia, że roku na rok musimy pracować coraz więcej.

[…]Już pan trochę więcej zarabia, więc kupuje pan większe mieszkanie, fajniejszą furę – to wszystko trochę więcej kosztuje. I okazuje się, że musi pan z każdym rokiem coraz więcej pracować. Bo te aktywa, która pan tworzy, tzw. aktywa niedochodowe według inteligencji finansowej – własne mieszkanie, samochód – tworzą tak zwany cash ujemny. W związku z tym musi pan coraz więcej pracować, żeby to utrzymać. Czyli praca rośnie do kwadratu.

JAROSŁAW TUCZKO

Patrzę na ten schemat trochę z perspektywy człowieka, który może powiedzieć- „mnie to nie dotyczy”, ale niestety jednocześnie dodając- „już”. Jeśli chodzi np. o zakup samochodu, zawsze, jakoś podświadomie, wiedziałem, że nie warto kupować zbyt nowego i zbyt drogiego, bo można na tym tylko stracić. Ale jak ocenić decyzję o wyprowadzeniu się dużego, 3 pokojowego mieszkania po to, żeby wybudować 3 razy większy dom na 30-letni kredyt? Inwestycja życia 🙂 – będzie ze mną do końca życia.

Kredyty i pożyczki

 

Jeżeli chodzi o korzystanie ze wszelkiego rodzaju pożyczek, kredytów, zakupów na raty, limitów na koncie, kart kredytowych itp. mogę się pochwalić, że mnie to ominęło. Niezaprzeczalna jest tu rola moich rodziców, których podpatrywałem od najmłodszych lat w ich decyzjach finansowych.

Niejednokrotnie słyszałem: „Bank, chce mi pożyczyć pieniądze- pewnie drugie tyle chce mi zabierać. Żadne kredyty mnie nie interesują”. Nigdy nie zastanawiałem się skąd u nich tak radykalne podejście do tej kwestii, ale jedno jest pewne- bardzo skutecznie je odziedziczyłem. Jestem moim rodzicom bardzo wdzięczny za to, co dla mnie w tej materii zrobili.

Kredyt hipoteczny

 

Jeśli chodzi o kredyt hipoteczny, to trochę inna sprawa. Decyzję podjąłem sam, po dość długich analizach i myślę, że dość świadomie. Jak się jednak okazuje- nie ustrzegłem się podstawowych błędów o czym skutecznie przekonał mnie autor książki we fragmentach dotyczących zakupu mieszkania. Cztery podstawowe zasady:

  • rata kredytowa nigdy nie powinna wynosić więcej niż 30% twoich dochodów netto
  • nie bierz kredytu na okres dłuższy niż 20 lat
  • nie bierz kredytu na więcej niż 80% wartości nieruchomości
  • nie bierz kredytu w obcej walucie

 

O punkt pierwszy zadbałem, właściwie mój instynkt samozachowawczy zadbał sam. Potrafię liczyć i wiem, jakie są moje możliwości. Rata kredytowa nie powoduje spustoszenia w moim domowym budżecie. Niestety kolejne trzy punkty nie utwierdzają mnie w przekonaniu, że… potrafię liczyć. Kredyt na 30 lat, na 100% wartości, w Euro. W tym momencie w książce powinien być przycisk, którego naciśnięcie spowoduje powrót w czasie do dnia podejmowania decyzji o kredycie…

Dlaczego tak

Niestety. Jedyne co mogę zrobić to cofnąć się w myślach i przeanalizować jakie czynniki były dla mnie ważne w tamtym czasie, bo że nie myślałem o długofalowych, finansowych konsekwencjach, jest dla mnie jasne. Odpowiedź jest tyle zaskakująca, co oczywista- Niska Rata. To jest element, którym grają doradcy finansowi (nie mylić z doradcami inwestycyjnymi), kiedy chcą szybko sprzedać kredyt i zgarnąć prowizję.

Jeśli dodać do tego polisolokatę w pakiecie, to mamy przykład idealnego duetu: Cwany doradca i totalnie nieinteligentny finansowo kredytobiorca. Tak, ten drugi to ja. Odkręcenie tego zajmie trochę czasu, pociesza mnie jedynie fakt, że przynajmniej już wiem, jestem świadom i zacząłem walkę. Potwierdzeniem tej świadomości, a także rozpoczęcia drogi we właściwym kierunku są chociażby:

  • ubezpieczenie na życie, które niedawno zawarłem na kwotę przekraczającą pozostałe zaległości do banku z tytułu kredytu hipotecznego
  • zerwanie polisolokaty
  • złożenie pozwu do sądu o zwrot opłat likwidacyjnych oraz całości wpłaconych składek ( gra toczy się o ponad 20tys. PLN)
  • odkładanie dodatkowych kwot na spłacanie 14 rat w ciągu roku zamiast 12

 

Otwarcie oczu jest bolesne, wielu z Was zapewne woli tego nie robić, bo po co się denerwować. Zapewniam jednak, że bardziej bolesne, z punktu widzenia długoterminowej strategii finansowej jest trwanie w obecnej sytuacji. Jeśli masz wątpliwości, to sięgnij po kalkulator finansowy i policz.

O finansach w 10 krokach

 

Nawiązując do recenzji, a także do samej książki, nie da się nie wspomnieć o programie zarządzania finansami w 10 krokach. Jest to propozycja autora, która składa się z ciągu następujących po sobie zdarzeń, a raczej etapów na drodze do finansowego „katharsis”. Ciąg ten jest nierozerwalny i należy ściśle trzymać się zaproponowanej kolejności, żeby osiągnąć finalny cel.

Dla mnie osobiście, swego rodzaju nowością był krok nr 8- studia dzieci. Na tym aspekcie chciałbym się skupić, bo on najbardziej zmusił mnie do przemyśleń. Całą resztę zostawiam bez głębszej analizy, po pierwsze dlatego, że w mojej opinii, bazując na mojej obecnej sytuacji, analiza taka nie jest konieczna. Drugi powód jest taki, że jednak zależy mi, żebyście tę książkę po prostu przeczytali i sami wyciągnęli odpowiednie wnioski.

Przygotuj środki na studia dzieci

 

Po przeczytaniu książki stwierdziłem, że było to bardzo wartościowe doświadczenie, bo usystematyzowałem wiedzę na temat tego co robię ze swoimi finansami, a także utwierdziłem się w przekonaniu, że odpowiednio myślę o finansach. Pozostał mi jednak w głowie jeden aspekt, którego w swoich planach i działaniach do tej pory nie zaopiekowałem.

Odkładam, oszczędzam pieniądze na różne cele, zarówno te krótko, jak i długofalowe. Robię to również z myślą o przyszłości swoich dzieci, ale z jakiegoś powodu nie przyszło mi do tej pory do głowy, żeby ten typ oszczędności wyodrębnić. Teraz jednak już wiem, że powinienem i zabieram się do roboty.

Moje córki są jeszcze małe, do studiów im daleko i to jest bardzo dobra wiadomość w kontekście moich finansów 🙂 . Nie zdawałem sobie sprawy z kwoty, jaką trzeba wydać na zapewnienie podstawowych potrzeb jednego dziecka w okresie studiów. Nic dziwnego, skoro w ogóle się nad tym nie zastanawiałem.

Przytaczane przez Marcina Iwucia 60 tys zł. nie wydają się być wygórowaną sumą. Jeśli dołożymy do tego prognozowaną inflację ( 3%), to w moim przypadku wygląda to tak, że dla Ali muszę zebrać 88 112 PLN, a dla Ady 96 282 PLN. Hmmm… Robi wrażenie.

Wrzucając te dane do kalkulatora finansowego, przy założeniu średniej stopy zwrotu z inwestycji na poziomie 6% wychodzi, że muszę odkładać odpowiednio: 374,23 zł na Konto Studenckie Ali i 299,86 zł na Konto Studenckie Ady. W sumie 674 zł miesięcznie.

Mało to nie jest, ale przy założeniu, że jeszcze przez jakiś czas ( z jednej strony chciałbym, żeby był to okres długi, ale z drugiej mam nadzieję, że potrwa jak najkrócej) na konto naszej rodziny wpływa co miesiąc +500 zł, to pozostałe 174 zł nie stanowi większego problemu. Teraz pozostaje już tylko ostatni krok- wdrożyć plan w życie.

Alternatywa

 

Oczywiście powyższe wyliczenia bazują na pewnych uproszczeniach. Nie jestem w stanie przewidzieć rzeczywistej inflacji przez kolejnych kilkanaście lat. Nie jestem też w stanie zagwarantować sobie stopy zwrotu z inwestycji na poziomie 6%. Jestem jednak w stanie znacząco obniżyć finalne, wymagane kwoty poprzez połączenie moich pomysłów oszczędnościowo inwestycyjnych.

Zakładając, że nasze dzieci nie będą chciały wyjechać na studia jak najdalej od rodziców, tylko zostaną na Dolnym Śląsku, będą przecież mogły podczas studiów mieszkać w jednym z Wrocławskich mieszkań, które to pojawią się w naszym portfelu inwestycyjnym w najbliższych latach ( zgodnie z deklaracją w jednym z poprzednich wpisów, pierwsze mieszkanie pojawi się już w przyszłym roku). Brak kosztów wynajmu akademika, czy studenckiej stancji, to o połowę mniejsze koszty utrzymania przyszłych studentek 🙂

Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak tylko napisać: Dziękuję Panie Marcinie, za umożliwienie moim córkom bezstresowego, w kontekście finansowym, przyszłego studiowania.

Dziękuję też Tobie za to, że dotarłeś do końca tego artykułu. Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoim odczuciami czy uwagami w komentarzu poniżej. 🙂

Tomek

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarze
  • Jarek
    O godzinie 02:00h, 26 grudnia

    Kiedyś, po przeczytaniu paru książek i blogów, myślałem, że zbieranie na edukację dzieci jest obowiązkiem rodzica… Oczywiscie, jest to duża pomoc i ulga dla dziecka (nie chcę tego negować), jednak chyba ważniejsze jest nauczenie dziecka, aby moglo poradzić sobie w każdej sytuacji. Ustawienie myślenia dzieci w tryb „poradzę sobie” zamiast „mi się należy”. Znam wiele przypadków osób, które otrzymały takie wychowanie i przez to same znalazły sposoby na swoją edukację, kształtując przy tym swój charakter.

  • CzytamyOfinansach-Tomek
    O godzinie 13:08h, 26 grudnia

    Jarek, dziękuję Ci za trafny komentarz. Oczywiście masz rację. Zadaniem każdego świadomego finansowo rodzica jest przekazanie swojej wiedzy, doświadczenia, nawyków itp. swoim dzieciom po to, żeby w przyszłości były w pełni samodzielne. Nazwałbym to nawet swego rodzaju misją :). Trzeba dać dzieciom NARZĘDZIA do zbudowania swojej przyszłości zamiast dawać im tę przyszłość na tacy. Według mnie zapewnienie środków na pokrycie podstawowych potrzeb podczas studiów, mieści się także w definicji owych NARZĘDZI. Oczywiście można dyskutować czy studia są niezbędne i czy takie przygotowanie finansowe to nie kultywowanie tradycyjnego podejścia do edukacji itp. Tu kluczowa jest finansowa edukacja wyniesiona z domu. Wychodzę też z założenia, ze jeśli moje dzieci zdecydują się pójść inna drogą i zamiast studiów zapragną rozwijać inne życiowe pasje, to finansowe wsparcie na początek od rodziców także się przyda 🙂

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER
Bądź na bieżąco z tym, co warto przeczytać w tematyce finansów osobistych. Obiecuję, że nie otrzymasz ode mnie żadnego SPAMu!


ZAPISZ SIĘ
NA NEWSLETTER

Bądź na bieżąco z tym, co warto przeczytać w tematyce finansów osobistych. Obiecuję, że nie otrzymasz ode mnie żadnego SPAMu!

Tak, chcę dostawać powiadomienia ( możesz się wypisać w każdej chwili)

FreshMail.pl