chomik

Jak chomik w kołowrotku, też tak pracujesz?


Co zrobić ze swoim życiem zawodowym

 

Wiele osób zadaje sobie takie właśnie pytanie. Jeśli jesteś jednym z nich, przeczytaj do końca. Być może uda Ci się wyszukać w tekście jakąś wskazówkę, dzięki której znajdziesz choć częściową odpowiedź na to pytanie. Jeśli jednak nigdy się nad tym nie zastanawiałeś, to może oznaczać, że… tym bardziej potrzebujesz przeczytać ten wpis.

Skąd właściwie wziął się taki problem i dlaczego jest to tak gorący temat wśród przedsiębiorców i pracowników? To dość proste- wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Wielokrotnie słyszałem, jak ludzie prowadzący własny biznes z utęsknieniem patrzyli na perspektywę comiesięcznej stałej pensji i płatnego urlopu, a ci, którzy utknęli w korporacjach, marzyli o samodzielnym gospodarowaniu własnym czasem, bez konieczności pytania szefa o zgodę na wcześniejsze wyjście.

 

Jak to się dzieje

 

Wg GUS liczba Polaków, którzy zarabiają na życie prowadząc własną działalność gospodarczą, to ok 20%. Reszta pracuje na etacie.

Jakby się głębiej zastanowić, to takie statystyki nie powinny dziwić. Przecież od małego słyszymy ( większość z nas), że trzeba się dobrze uczyć, sumiennie i systematycznie chodzić do szkoły, zdać maturę, pójść na studia i… w końcu, jako nagrodę- znaleźć sobie dobrze płatną pracę…dla kogoś.

Dzieci, którym się mówi, żeby uczyły się tego, co naprawdę je pociąga, że nie ważne, jaką ocenę zdobędą z historii czy z religii, jeśli lubią matematykę, są w absolutnej mniejszości. A to one głównie robią potem w życiu to, co kochają i otrzymują za to wynagrodzenie.kołowrotek

Jak pisał w swoich książkach Robert Kiyosaki, system edukacji wychowuje pracowników etatowych, gotowych do poświęcania swojego życia korporacjom. W efekcie większość społeczeństwa nie wstaje rano po to, żeby zrobić coś fajnego, ale jedynie po to, żeby sprzedać kolejnych 8 godzin swojego życia za z góry ustaloną kwotę, która rzadko jest w pełni satysfakcjonująca.

 

Po co ten artykuł i co chcę nim osiągnąć?

 

Nie będzie to kolejny poradnik w stylu: „Co jest lepsze: etat czy własna firma”, bo takich w internecie można znaleźć setki. Chciałbym jedynie na przykładzie swoim i ludzi z najbliższego otoczenia nakłonić Cię do refleksji nad własnym życiem zawodowym. Może już o tym myślałeś i dokonałeś zmian. Może myślałeś i utwierdziłeś się w przekonaniu, że jest Ci dobrze i nie chcesz nic zmieniać. Wreszcie: Może tak jak ja do pewnego czasu, w ogóle się nad tym tematem nie zastanawiałeś?

W którejkolwiek grupie jesteś, mam nadzieję, że znajdziesz tu coś dla siebie.

 

Krótka historia

 

Szkoła, liceum, studia (trochę przypadkowy kierunek) tytuł mgr inż. i poszukiwania pierwszej pracy. Tak można w skrócie opisać pierwsze 24 lata mojego życia. Nuda.

Ciekawie zaczęło się robić dopiero po studiach. Jak sięgnę pamięcią, to w ogóle nie przypominam sobie, żebym myślał o innym rozwiązaniu niż etat. Wszyscy moi znajomi ruszyli w rynek z marzeniami o VOLVO, WABCO, BOSCH’u itp. Nie było innej opcji na horyzoncie, więc bez zastanowienia ruszyłem w tym samym kierunku.chomik

Było to przecież zgodne z ogólnie przyjętą strategią. Po dobrych studiach dobra praca, wysokie wynagrodzenie i szczęśliwe życie do emerytury. Idylla.

Dalej były kolejne korporacje, awanse, coraz bardziej odpowiedzialne stanowiska, coraz większe zespoły ludzi, wyższe zarobki, opieka medyczna, świadczenia świąteczne, ajfon, samochód… i coraz mniejsze zadowolenie z życia.

Na drugim biegunie bowiem pojawiały się inne „benefity”: Coraz mniej sportu i ruchu w ogóle, coraz wyższa waga, brak czasu dla rodziny, zero przeczytanych książek, problemy ze zdrowiem, stres, codzienny drink przed snem, przynoszenie pracy do domu… i brak alternatywy. No bo przecież nie zmienię branży z dnia na dzień- za długo pracowałem na to, co mam. Zmiana pracy na inną, taką samą? Bez sensu- nie raz przez to przechodziłem. Pomaga na parę miesięcy.

Takie przemyślenia dopadły mnie w wieku ok. 35 lat. Trochę za wcześnie na emeryturę :). Z jednej strony cieszę się, że refleksja przyszła, z drugiej- nie potrafiłem nic z tym zrobić i przez kolejne 2 lata kontynuowałem utarte schematy. Od tego czasu było też nawet gorzej, bo każdy dzień mijał mi już z pełną świadomością bezsensu tego, co robię.

 

Jak chomik w kołowrotku

 

Moja historia nie jest jakoś specjalnie nadzwyczajna. Mam sporo znajomych, którzy przeżywają swoje życie w podobny sposób. Bez względu na to, czy są managerami w bogatych korporacjach, czy pracują na stanowiskach specjalistycznych, w sklepach, aptekach, bibliotekach, czy prowadzą własną firmę, odziedziczoną po rodzicach- często są po prostu nieszczęśliwi, nie wiedząc o tym. Pęd dnia codziennego tak ich angażuje, że nie mają nawet chwili na refleksję. Znasz zapewne słynne powiedzenie, że roboty jest tak dużo, że nie ma czasu taczek załadować?

Przyzwyczajamy się, że codziennie rano trzeba wstać i mimowolnie odliczamy w głowie dni do: urlopu, świąt, długiego weekendu, czy szkolenia w pracy, dzięki któremu oderwiemy się od codziennej rutyny. W sytuacjach kryzysowych tłumimy w głowie bunt, mówiąc sobie, że przecież tak trzeba, że nie ma innego modelu- każdy odpowiedzialny, dorosły człowiek musi codziennie rano wychodzić do pracy.

I tak przez 5 (lub więcej) dni w tygodniu, 53 tygodnie w roku i 40 kilka lat. No, chyba że w wieku 50+ rynek nie będzie Cię już potrzebował… Co wtedy? Czy będziesz miał odpowiednio duże oszczędności, które pozwolą Ci wieść spokoje życie bez dochodów? Czy przeżyjesz 15 lat do emerytury, która będzie wynosić kilkaset złotych, jeśli w ogóle ZUS będzie jeszcze wtedy istniał? Czy przez te wszystkie lata pracy inwestowałeś nadwyżki tak, aby teraz żyć z odsetek? Posiadasz akcje, obligacje, fundusze, złoto, nieruchomości?

Biegamy jak chomiki w kołowrotkach, goniąc kolejny dzień w oczekiwaniu na 10. każdego miesiąca, żeby zobaczyć na koncie pensję, którą za chwilę wydamy na życie, opłaty, przyjemności. Im większa jest ta pensja, tym więcej wydajemy. Wydatki rosną wprost proporcjonalnie do zarobków. (—> drugie prawo parkinsona)

 

Rozwiązanie?

 

Najważniejsze, żeby w porę zadać sobie kilka pytań. Niektóre banalne, niektóre bardziej skomplikowane, ale każde z nich prowadzi do jakiegoś rozwiązania. Nawet jeśli nie widać go na pierwszy rzut oka, to sama świadomość sytuacji daje olbrzymią przewagę nad tymi, którzy takich pytań sobie nie zadają. Oto niektóre z nich:czytamy o finansach

  • czy to, co robię sprawia mi przyjemność
  • czy chcę wykonywać tę samą pracę za 5 lat
  • jeśli za 5 lat nie, to czy w takim razie chcę ją wykonywać za dwa lata
  • co, gdybym od jutra nie mógł wykonywać tej pracy, gdyby mnie nagle zwolniono, gdybym uległ wypadkowi itp.- czy mam plan „b”?
  • czy odkładam nadwyżki finansowe na gorsze czasy?
  • czy posiadam realny plan spłacenia kredytu hipotecznego wcześniej niż przed sześćdziesiątką?
  • czy posiadam aktywa, generujące dochody pasywne ( np. nieruchomość na wynajem?)
  • kiedy chcę przejść na emeryturę? W wieku 65 lat, gdy już nie będę potrzebował tyle wolnego czasu, czy może trochę wcześniej, kiedy mam siłę cieszyć się życiem i jestem potrzebny swoim najbliższym?
  • czy gdyby na świecie nie było pieniędzy, robiłbym w życiu to samo, co robię obecnie?

 

Pytań jest wiele, te powyżej są tylko przykładowymi, ale zaręczam, że jeśli uczciwie i szczerze przed samym sobą na nie odpowiesz, zauważysz, że może warto by było coś zmienić. Szczególnie zachęcam do głębszego przeanalizowania ostatniego pytania. Przyznaję, że mi osobiście sprawiło ono trochę problemów. No bo jak to „nie ma pieniędzy”? W jaki sposób mielibyśmy żyć, płacić za różne dobra, odbierać wynagrodzenie?

Proponuję tu zostawić żelazną logikę z boku i po prostu przyjąć, że pieniędzy na świecie nie ma i już- wówczas umysł zacznie być kreatywny.

Na moim przykładzie: Czy wstawałbym codziennie rano, żeby spędzić w sumie (wraz z dojazdem) 10 godzin w gorącej hali produkcyjnej organizując i nadzorując produkcję komponentów motoryzacyjnych? „HELL NO!”- żeby po staropolsku wyrazić delikatne „nie, do diabła!”. 🙂czytamy o finansach

Ale już pytając samego siebie, czy chciałbym pomagać ludziom w poszukiwaniu miejsca do życia? Sprzedaż/zakup mieszkania (bez pieniędzy 😉 ), wynajem pokoju na czas studiów, czy pracy w obcym mieście? Tak, zdecydowanie mógłbym to robić.

Tym sposobem łatwo i szybko jesteś w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to, co robisz obecnie, robisz dla pieniędzy, czy dlatego, że sprawia Ci to przyjemność. Oczywiście nie zawsze jedno wyklucza drugie i taki stan jest właśnie tym najbardziej pożądanym.

 

Rób to, co kochasz…

 

Jedno z najbardziej znanych powiedzeń dotyczących pracy i pasji mówi: „Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia”.  Słyszałem wielokrotnie i ignorowałem. „Co, mam stworzyć i prowadzić swój własny klub futbolowy? Nie ma szans w polskiej rzeczywistości, poza tym- po co mi były studia i 10 lat pracy w przemyśle?” Z autopsji wiem zatem, że niekiedy sami sabotujemy takie podejście, twierdząc, że jest nierealne. Ale może wcale nie jest tak, że mamy tylko jedną pasję? Może da się znaleźć coś innego, czego robienie przyniesie nam radość i zaspokoi potrzeby finansowe?

Przyznaję, że napisanie tego teksu jest efektem ubocznym ostatniej lektury. Udało mi się podczas 7- dniowego urlopu spędzonego z rodziną przeczytać książkę Michała Szafrańskiego- „Zaufanie czyli waluta przyszłości”.

chomikKsiążka jest historią powstawania najbardziej poczytnego w kraju bloga finansowego, więc być może nie każdy będzie nią zainteresowany (w końcu nie każdy chce pisać bloga). Mimo to polecam ją każdemu, kto chciałby zmienić coś w swoim zawodowym życiu. Fragmenty, w których autor opisuje, jak czuł się w ostatnich latach swojej pracy na etacie, jakie miał przemyślenia, i rozterki oraz jakie w związku z tym podjął decyzje, są naprawdę rewelacyjne. Dodatkowo utwierdziły mnie one w kilku przekonaniach:

  1. nie jestem jedyny, który nie widzi przyszłości w powielaniu utartych schematów, choć to już podejrzewałem wcześniej 🙂
  2. przy odrobinie determinacji i silnej woli da się zmienić swoje życie
  3. szukanie prawdziwej pasji, to proces długofalowy i wieloetapowy, ale jak złoży się wszystkie elementy do kupy- efekty potrafią być zaskakujące

 

Happy end

 

Nie każdy potrzebuje zmian. Znam ludzi, którzy doskonale odnajdują się w do bólu uporządkowanym życiu, uzależnionym od pracy zawodowej. Mam jednak wrażenie, że są oni w mniejszości. Znakomita większość po prostu zaciska zęby i idzie do przodu, akceptując fakt, że przez 1/3 doby ktoś inny decyduje o ich życiu. Mało kto podejmie walkę, a też nie wszyscy ją wygrają.

Zachęcam Cię jednak do stawienia czoła sytuacji, która Cię ogranicza, blokuje czy w rezultacie unieszczęśliwia. Happy end jest możliwy pod warunkiem, że w niego uwierzysz i uczynisz ku niemu odpowiednie, konsekwentne kroki. Mi, póki co, udało się to połowicznie, ale nakreślona strategia i bliskość celu powodują, że już śpię spokojnie.czytamy o finansach chomik

Nie warto przecież poświęcać życia na nie swoje cele i nie swoje marzenia… 

 

Na koniec trochę na luzie, anegdota/dowcip, który idealnie pasuje do całości tekstu:

Szef podjeżdża pod firmę najnowszym modelem Lamborghini. Na parkingu spotyka jednego ze swoich pracowników, który nie może oderwać wzroku od auta.

  • Co, podoba Ci się? – pyta szef
  • Taaak, bardzo- odpowiada pracownik z rozdziawioną buzią
  • Widzisz… jak będziesz ciężko i sumiennie pracował… to w przyszłym roku kupię sobie jeszcze jedno.

 

 

Dzięki, że czytasz- jesteś super 🙂

 

 

Zapraszam na fanpage czytamyofinansach

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 komentarze
  • ŁUKASZ
    O godzinie 11:36h, 10 sierpnia Odpowiedz

    Mega artykuł , Dzięki , że piszesz jesteś super 🙂

    • Tomek
      O godzinie 12:37h, 10 sierpnia Odpowiedz

      Dziękuję Łukasz 😉

  • Łukasz Cichoń
    O godzinie 13:22h, 20 sierpnia Odpowiedz

    Mam 34 lata i jestem na etapie, w którym sam zadaję sobie to samo pytanie. Jakiś czas temu złożyłem nawet wypowiedzenie w firmie, w której spokojnie mogłem przepracować do emerytury … a jednak od pewnego czasu cały czas miałem wrażenie, że to nie jest to. Aktualnie szukam nowej pracy i za kilka miesięcy/lat będę wiedział czy była to dobra decyzja 😉 Wiadomo, że strach jest bo mam dwójkę małych dzieci i kredyt, ale uważam, że raz na jakiś czas trzeba opuścić strefę komfortu żeby „złapać wiatr w żagle” i nie czuć się jak „chomik w kołowrotku”.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER
Bądź na bieżąco z tym, co warto przeczytać w tematyce finansów osobistych. Obiecuję, że nie otrzymasz ode mnie żadnego SPAMu!